czwartek, 15 marca 2012

Koparka czy wywrotka?

Dzisiaj ostatecznie wyjaśnię tą kwestię :) Czyli będzie o technice :) Każdy wie, że koparka jest lepsza ale zagraniczni wywrotowcy chcą obalić te twierdzenie. No dobra, będzie nie tylko o technice: postrzeganie obrazu fotograficznego, własne cele (i obsesje), jakość (a może "jakość") i ograniczenia umysłowe autora. W sumie można napisać o każdej z tych rzeczy osobno ale akurat zbiegło się w czasie parę sprzyjających okoliczności.

Od paru lat staram się zbliżyć do pewnego ideału - chodzi o formę odbitki. Lekko nie jest bo zaraziłem się obrazami z początkowego okresu fotografii - pictorializm, techniki szlachetne, rysunek starych obiektywów. Problem polega na tym, że nie mam czasu na dogłębne poznanie gumy czy bromoleju i uparłem się osiągnąć podobny efekt na "zwykłej" odbitce - bo z tym pracuję na codzień. Nie pasują te rzeczy do siebie a problem nr.1 jest taki, że odbitka jest...zbyt idealna. Pomijając fakturę papieru, nie idzie nadać jej cech które wszystkie razem chwyciły za me zimne serce :) czyli miękko-ostry rysunek obiektywu i ogromna ziarnistość. Obraz taki traci swoją fotograficzną doskonałość i zmierza w rejony zarezerwowane dla rysunku, grafiki. Nie jest to moja recepta na całą fotografię ale zapragnąłem mieć taką formę wyrazu "pod ręką". Parę lat zajęły poszukiwania materiału i formatu który da tak ogromne ziarno, że będę bezdyskusyjnie zadowolony. Równolegle badałem sprawę powiększeń z negatywu małoobrazkowego i optyki do tego formatu - aż do skrajnych kombinacji które dają odbitki mylone z odbitkami z negatywów wielkoformatowych (ale o tym innym razem). Koniec końców dotarłem w miejsce które daje mi satysfakcję - i tak uzbrojony pojechałem na spotkanie (warsztaty?) Kolodionowe do Wolimierza.

Tu dochodzimy do sprawy własnych preferencji i "jedynie słusznych" poglądów które utrudniają życie i wpędzają ludzi w niepotrzebne schematyczne myślenie. Podczas wieczornych dyskusji doszło do rozmowy o "akceptowalnej krotności powiększenia". Głos (między innymi) zabrałem ja i Rafał Biernicki. Bardziej skrajnie być nie mogło bo Rafał robi ambrotypy 60x60cm i stykówki w rozmiarach które są znacznie większe niż 8x10 cala. Szczerze mówiąc to do dzisiaj mam ciarki jak przypomnę sobie jego portrety (stykówka 30x40cm). W każdym razie Rafał twierdzi, że styk jest najlepszy a powiększenie nie powinno byc większe niż pięciokrotne. Rozumiem to doskonale - sprawne oko artysty wychwytuje "powiększenie" i jeśli twój cel jest inny to rzeczywiście ciężko z tym żyć. Obraz traci swoją naturalność, inaczej odbierany jest rysunek obiektywu, itp. Ja natomiast twierdziłem, że powiększać można "bez końca" :) I teraz wyjaśnimy kto miał rację :) Kogo "mojsza jest najmojsza" i czy lepsza jest koparka, czy wywrotka :)

Nikt nie ma racji...a może jeszcze lepiej będzie powiedzieć, że obaj mamy racje. To są dwie różne drogi, dwa różne cele. Ich istnienie nie wyklucza się nawzajem. To czego unika sie przy stykówkach stało się moim celem i to extremalnie uwypuklonym - i tak też powstało poniższe zdjęcie które wykonałem na warsztatach.. Wybaczcie jakość reprodukcji - nie miałem czasu zrobić tego na poważnie - poprawię jak skończę odbitki na wystawę.




Jest to wycinek z dwudziestokrotnego powiększenia, papier 50x60 więc "crop" jest niewielki. Poniżej wycinki obrazu które można powiększać.





Jak widać ziarno zdominowało strukturę obrazu. Tego właśnie szukałem.







Stary obiektyw z małą głębią ostrości "elegancko" rysuje to co jest poza płaszczyzną ostrości. Proszę wziąć pod uwagę fakt, że to mały obrazek i nie jest to pięćseta ze światłem trzy :)





Tutaj, dzięki koszuli Piotra widać najlepiej jak została utracona "fotograficzna doskonałość".





Stykówka i odbitka.





Odbitkę robił Muligraph z Apo 50mm. Przy tej wielkości powiększenia cały sprzęt ciemniowy musi być tip-top. Bo inaczej zamiast ziarna będziemy mieli rozgotowane gluty. Docelowo będę robił na Focomacie 1C - bedzie jeszcze ostrzej.




Za ziarenko dziękuje kombinacji Tmx3200 i Rodinal 1+25 (iso 1000) a rysowaniem zajęła się Leica IIIg z Summarem 50/2 (obiektyw z 1936 roku, powłoki naniesione po wojnie).

Jestem baaardzo zadowolony. Ale jak uruchomie horyzontalnego Dursta to z chęcią zrobię kolejne eksperymenty - np. portret - malutki wycinek z całej klatki - czyli pięćdziesięciokrotne lub większe powiększenie na papierze 40x50 lub 50x60. Tak czy owak moja Leica po parudziesięciu latach bezczynności będzie miała pracowity sezon :)

Na koniec informacja dla lubiących ziarno - straciłem pare lat bo uparłem sie jak idiota, że będę używał jakiegoś klasycznego negatywu a nie na emulsji z kryształami "T". Gotowałem biedne czterysetki w różnych zupach nadaremnie. Nic nawet się nie zbliża do kombinacji 3200 + Rodinal. Nie traćcie czasu :)

poniedziałek, 6 lutego 2012

King Size...z ziemi włoskiej do Polski :)



Długo dojrzewałem do tego urządzenia, być może nie wierzyłem, że kiedykolwiek będę je miał. Strasznie ciężko je kupić - zazwyczaj jest to poprzedni model (HL2501AF) i z zylionem roboczogodzin na karku. O ile mechanika jest niezniszczalna to filtry atakowane lampą o niecodziennej mocy mogą być wypalone. A filtry są wielkie i bezcenne. Rozmyślania o nim i jego wykorzystaniu są podobne do tych o Ferrari wyciskanym na torze Monza :)

Udało się, jest i to ten najwspanialszy...na dodatek w dziewiczym stanie, chyba robił koszty w firmie bo odbitek raczej wiele nie naświetlił :) Przedstawiam Wam najwspanialszy powiększalniktej planety : Durst HL2506AF





Jest to powiększalnik horyzontalny na negatywy do 10x10 cala. Dedykowany do dużych i baaaaaardzo dużych odbitek. Zaprojektowany bez żadnych kompromisów i mający takie możliwości, że najbardziej wybredny użytkownik może spędzić resztę życia na szukaniu jakiegoś "ale". Durst chyba świadomie stworzył maszynę która
nie będzie wymagała ulepszeń ani nie będzie ograniczona żadnym szalonym pomysłem na jego wykorzystanie. Tu tylko twoja fantazja stawia ograniczenia - i (niestety) finanse. Skoro jesteśmy przy pieniądzach - cena w europie to jakieś 100-110 tyś eur...podobno jest jeszcze parę sztuk do wzięcia :) Jego "odpowiednik" ze stajni DeVere kosztował 1/4 tej kwoty - a innej konkurencji nie było. Różnica w cenie ogromna - ale podobna różnica jest w jakości wykonania i w możliwościach jakie one oferują.

Samo kupno to pół sukcesu, trzeba przygotować specjalne pomieszczenie, zrobić maskownice o rozmiarze 1,5x4,5 metra i stworzyć część mokrą do obróbki papieru w takim rozmiarze. Pomieszczenie mam, nad resztą muszę popracować :)

Pierwszy szok to gabaryty. Zdjęcia sporo mówią ale odczucie na żywo jest powalające. 260kg. 185cm wysoki. Szyny po których się porusza: 2, 4 lub 6 metrów - w zależności od tego jak wielkie chcemy robić odbitki. Rewolwer z obiektywami trzeba nieść w trzy osoby...




Klasę widać po pierwszym uruchomieniu. Kolos cichutko podjeżdża od końca szyn, kalibruje swoją pozycję i ustawienie AF po czym wraca na miejsce startu i rozgrzewa lampę. Po parudziesięciu sekundach wyłącza wentylatory (chyba 7 sztuk) i jest gotowy do pracy. Całość dzieje się tak pewnie, precyzyjnie i z taką finezją, że można chwilę postać z otwartymi ustami :) Słoń w składzie porcelany :) Jakość i precyzja wykonania są dosłownie obłędne. Zostaje wybrać format negatywu, ustawić odpowiedni obiektyw i założyć mieszacze światła obsługujące dany format.



Źródło światła to halogen o mocy 2kW. Stąd też potrzeba wydajnego chłodzenia - chłodzona jest nawet obudowa głowicy i...mieszacze światła :) Halogen jest wsadzony w zewnętrzny reflektor który powierzchnie odbijającą ma...pokrytą powłokami :) Szybki w karetce również mają powłoki. Jedna szybka kosztuje 600eur :(

Większość obsługi odbywa się poprzez "le panel" który można zamontować po obu stronach. Samo wyzwalanie, regulacje ostrości, wielkości powiększenia i parę innych drobnostek można realizować pilotem. Którego niestety nie mam...ale może będę miał :)



Siła, barwa i jej gęstość są mierzone w ostatnim mieszaczu - zapewnia to stuprocentową powtarzalność - nastawy zawsze są identyczne, system jest odporny na przeszkody takie jak zużywające się filtry, lampa czy blednące odbłyśniki. Gdy wszystko gra to otwiera się migawka (centralna, jakieś 10cm średnicy) i następuje naświetlenie. Jak odbitka jest cacy to możemy sobie parametry wprowadzić w pamięć lub wydrukować na mikro drukarce - jest na panelu.

Drugi szok to...suche dane z instrukcji. Z negatywu małoobrazkowego można zrobić ponad czterystukrotne powiększenie - około 12,5 metra dłuższy bok odbitki. Oczywiście nie ma papierów w takim rozmiarze więc trzeba robić "cropy" na paru arkuszach i później je złożyć. Jak się robi "cropy" ? Karetka negatywowa jeździ góra-dół i lewo-prawo w zakresie 26cm :) Tego (i wielu innych rzeczy) nie oferuje żaden inny powiększalnik.



Nie będę już więcej wypisywał, cóż on takiego jeszcze może...śmiało możecie coś wymyślić i założyć, że on może to zrobić :)

Zdam relacje z robienia pierwszych dużych odbitek. I nieśmiało rozglądam się za jakąś panoramiczną kamerą 6x17 lub 6x12...takie panoramy mogą się z nim wykazać :)

niedziela, 6 marca 2011

Wiosna !!

Dzisiaj (mimo, ze lekko sztywny jestem bo sie przedźwigałem przy wnoszeniu blatu do pracowni) nie wytrzymałem w domu i pojechałem z Filipem rozpocząć sezon :)

5km od domu "znalazło się" fajne miejsce :)

Tachihara 8x10 z Symmarem 300/500mm uwieczniona fiszem 8mm :)






"Ofiara" z ciut innej perspektywy

Obiektyw Emil Busch Vademecum. Wsadzony w Copala 3, na zdjeciu z jedna soczewka (monokl) 45cm. Te śliczne szkiełka najbardziej trafiaja w mój gust jeśli chodzi o obiektywy soft-focus. Są bezwstydnie malutkie i bardzo uniwersalne. 4 monokle (15, 25, 35 i 45cm) co razem daje 5 "normalnych" obiektywów, 5 szerokokątnych i 4 krajobrazowe. Krycie od 9x12 do 30x40, monokle 25, 35 i 45 kryja 8x10cala. Chyba dokupię jeszcze 55 i 65cm.



Reszta robiona standartem czyli Symmar 300/500




Połowiczny efekt końcowy. Zwróćcie uwagę na białą kreskę w lewym górnym rogu szitki z pierwszego zdjęcia. To właśnie po to na materiałach Efke jest informacja, że wymieniają materiały z felerami... Dość irytujące w małym obrazku, w 8x10 raczej nie do przyjęcia, chyba czas zmienić film bo to już któraś z kolei szitka z takim gratisem. Na 4x5 też się trafiają. Na szczęście wykonałem dwa strzały, jeden ma ekspozycje większą o 1ev i jest bez zarzutu.



W tygodniu zrobię odbitki, powiększlnik 8x10 jest już na stanowisku :)

czwartek, 24 lutego 2011

Kalibracja negatywu, część druga

W części drugiej opiszę naświetlanie i wywoływanie negatywu.

Kalibracja zaczyna się od naświetlenia negatywu. Trzeba wykonać szereg naświetleń fotografując szarą kartę. Oryginał Kodaka odbija 18% światla i najlepiej korzystać z niego, niemniej nie jest to bezwzglednie konieczne. Karta musi być szara i co najważniejsze - matowa. Powierzchnie półmatowe i błyszczące odbijają zbyt dużo światla. Kolejna ważna rzecz to aparat z pewną migawką. Czasy muszą odpowiadać tym które są nastawione, dopuszczalny błąd nie powinien być większy niż 10%. Błedy mają to do siebie, że potrafią się zsumować i cała zabawa skończy się dziwnym wynikiem - migawki "ciągnące" czasy to jeden z najczęstszych problemów, efektem jest zawyżona czułość. Następny jest światłomierz, jego też musimy być pewni, najlepiej używać porządnego światłomierza z pomiarem punktowym. Nie jest to konieczne, może być to równiez w miarę współczesny światło
mierz który mierzy światło padające i odbite. Można oczywiście używać światłomierza wbudowanego w aparat - ale tutaj pomyłki są częste, zwłaszcza w parunasto-parodziesięcioletnich aparatach. Zazwyczaj mierzą poprawnie gdy światła jest dużo, błąd pojawia się przy mniejszej ilości światła i im ciemniej tym większe zafałszowanie. Tą przypadłościa obarczone są również niektore światłomierze zewnętrzne...niestety jedyny sposób na wykrycie tego to porównanie z porzadnym, współczesnym światłomierzem zewnętrznym. Rodzaj pomiaru również jest ważny - przy oryginalnej szarej karcie, porządny światłomierz da taki sam wynik dla obu rodzaji pomiaru - padającego i odbitego. Jeśli karta nie jest oryginalna, używajcie tylko pomiaru światła odbitego.

Karta powinna być ustawiona prostopadle do aparatu, równomiernie oświetlona a siła światla taka żeby pozwalała na naświetlenie całości bez "zahaczania" o czasy przy których wystepuje efekt Schwarzschilda. Pomijając parę wyjątków (jak Efke/Adox) które są na niego nieczułe do parudziesieciu sekund lub wymagają stałej korekty o np. 1/3EV powinniśmy mieć tak silne światło żeby się na Schwarzschilda nie załapać.
Kartę najlepiej oswietlić dwoma lampami - po bokach, pod takim kątem żeby nie było na niej żadnych odblasków (patrząc z pozycji aparatu oczywiście). Można również używac lamp błyskowych i tu powtarzalność ma ogromne znaczenie.

Aparat powinien mieć ostrość ustawioną na nieskończoność a szara karta powinna zajmować cały lub większość kadru. Jeśli nie zajmuje całego to otoczenie nie powinno być zauważalnie jaśniejsze od samej karty. Obiektyw powinien mieć osłonę p/s - żeby nie swieciło w niego światło bezpośrednio z lamp. Przykładowe ustawienie:



Naświetlamy taka ilość negatywu jaką będziemy wywoływac docelowo - czyli np. caly małoobrazkowy film a nie tylko tyle ile fizycznie zajmie test, wolne klatki naświetlimy naświetlajac szarą karte w punkt czyli tak jak pokazuje światłomierz (V strefa).

Czułości podawane przez producentów zazwyczaj są wyższe od czułości faktycznej. Dlatego proponuje wykonywać naświetlenie w zakresie od +2EV do tego co deklaruje producent. Czyli dla "czterysetki" wykonamy naświetlenia obejmujące czułości od 100 do 400ISO

Czułość jest stopniowana co 1/3EV, tak również skala w światłomierzach. Niestety większość obiektywów w małym i średnim formacie ma skok przysłony co 1/2EV lub co....1EV :) Można się gimnastykować i próbować ustawiać przysłone co 1/3EV lub można pójść na łatwizne i robić co 1/2EV. Wtedy czułości wyjdą np. 200, 300, 400 a nie 200, 250, 320 i 400.

Naświetlanie:

Dla przykładu użyje filmu o czułości 400 (deklarowanej rzecz jasna)

Pierwsze 3-4 klatki możemy pstryknąć z zasłoniętym obiektywem, nienaświetlona część negatywu również będzie potrzebna.

Ustawiamy światłomierz na 100ISO i mierzymy szarą kartę. W moim przypadku ekspozycja wyniosła f/1,4 i 1/250. Naświetlamy jedną lub parę klatek wg tego wskazania (żeby wyraźnie oddzielić nienaświetloną część negatywu)

Ustawiamy ekspozycję tak żeby wyniosła -4EV w stosunku do pomiaru dla 100ISO. Czyli f/2,8 i 1/1000 w tym przypadku.

Wykonujemy serie (5 klatek) naświetleń począwszy od w/w f/2,8 i 1/1000 - każda kolejna klatka będzie miała przysłone przymkniętą o 1/2EV w stosunku do poprzedniej. W ten sposób naświetlmy czułości od 100 do 400iso, klatki te posluża do ustalenia faktycznej czułości negatywu.

Ponownie naświetlamy pare klatek wg wskazań światłomierza żeby oddzielic tą cześć od następnej.

Teraz ustawiamy ekspozycję tak żeby wyniosła +3EV w stosunku do pomiaru dla 100ISO - czyli f/1,4 i 1/30

Ponownie naświetlamy 5 klatek, przymykając przysłonę o 1/2EV za każdym razem. Te klatki posłużą do sprawdzenia czy czas wywoływania jest prawidłowy.

Teraz możemy zostawić dwie klatki puste i resztę negatywu naświetlić wg wskazań światłomierza.

Wywoływanie:

Wywołać negatyw można na wiele sposobów w zależności od upodobań i możliwości. Najważniejsza jest powtarzalność tego procesu i dobranie odpowiedniego wywoływacza i sposobu mieszania.
Czy stosować wstępne zwilżanie przy filmach małoobrazkowych? Bez znaczenia - byle zawsze robić tak samo.
Przerywać wodą czy przerywaczem? Jak wyżej...

Termometr nie musi być laboratoryjny ale musi być zawsze ten sam.
Czas i sposób płukania filmu również.

Wywoływacz nie może być zbyt łagodny. W Rodinalu 1+100 lub d76 1+3 będzie ciężko lub w ogóle się nie uda wywołać tak żeby klatki prześwietlone o 3EV (VIII strefa) osiągnęły wymaganą gęstość. Również mieszanie powinno być dość częste - 10 obrotów co minute to raczej minimum, najlepiej mieszać co pół minuty.

Czasy zawsze liczymy do momentu wlania kolejnej kąpieli. Jeśli chcemy wywoływać 6 minut to przy 5,50 koreks powinien być już pusty i gotowy do wlania kolejnej kąpieli.

Czas i sposób pierwszego wołania możemy wziąść z danych producenta lub z tabelek latających po internecie czy własnych doświadczeń. To będzie punkt wyjścia, co z nim zrobimy później to okaże się po pierwszch testach na papierze.

Chyba ująłem wszystko co ważne. Postaram się szybko napisać kolejny odcinek - ten się przeciągnął przez styczniową chorobę i modernizacje pracowni która trwa już caly luty.

Śmiało pytajcie o sprawy które nie są do końca zrozumiałe lub w ogóle stwarzają jakiś problem. Czasami rzeczy "oczywiste" psują całą procedurę, szkoda czasu i materiałów.

niedziela, 16 stycznia 2011

Kalibracja negatywu

Teksty o pracy w ciemni zacznę od kalibracji negatywów. Miałem zamiar pisać je w trochę innej kolejności ale w zwiazku z ogromną ilością próśb i taką samą ilością informacji które są przedstawione w sposób pogmatwany lub wręcz nieprawidłowy, postanowiłem jednak zacząć od kalibracji. Żeby jednak nie było całkiem różowo to sama esencja będzie przedstawiona dopiero po pewnej ilości informacji wstępnych, Ci którzy maja już pewne doświadczenie w ciemni mogą być znudzeni - ale ma to być dla wszystkich, ma być zrozumiałe i ma wyraźnie wykazywać kluczowe elementy tego procesu - które dla wielu nie sa wcale tak oczywiste.

No więc zaczynam... Dzisiaj trochę teoretyzowania :)

Po co w ogóle kalibrować negatyw? Po to żeby wykorzystac jego pełny potencjał - poprzez dopasowanie do jego ostatecznego przeznaczenia. A te możemy ograniczyć do trzech:

- skan
- odbitka wykonana na powiększalniku kondensorowym
- odbitka wykonana na powiększalniku z światłem rozproszonym

Co do skanu to nic mądrego nie powiem gdyż moja wiedza o skanowaniu jest bliska zeru. Czysto teoretyzując zakładam, że do skanowania bardziej będą nadawać sie negatywy kalibrowane pod powiększalnik kondensorowy. Z racji tego, że mocno kontrastowe sceny będą miały mniej gęste światła czyli będą w większym stopniu na prostoliniowym odcinku krzywej charakterystycznej niż by były w przypadku powiększalnika z światłem rozproszonym. "Skanerzystom" zostaje kalibrowanie przy uzyciu densytometru lub wykorzystanie skanera jako densytometru - ale o szczegóły proszę mnie nie pytać, nie wiem nic o stronie technicznej tego ostatniego.

Wracając do ciemni...czy jest aż tak duża różnica między tymi dwoma rodzajami światła? I tak i nie - nie wnikając w ostateczny wygląd odbitki wykonanej na powiększalniku kondensorowym i z mieszaczem (to porównamy kiedyś osobno - różnice maleją wraz z rozmiarem negatywu a więc z krotnością powiekszenia) to gdy porównamy zalecane przez Ansela Adamsa gęstości VIII strefy, okaże sie, że:

- dla powiększalnika kondensorowego gęstość VIII strefy powinna mieć d 1,15-1,25
- dla powiększalnika z mieszaczem gęstosć VIII strefy powinna mieć d 1,25-1,35

Oczywiście po odjęciu gęstosci podłoża.

Małe różnice? Niestety nie... Zobaczmy jak się to przekłada na czas wywoływania. Posłużę się przykładem z starej książki Ilforda, z czasów gdy klientów szanowało się bardziej i tym samy bardziej się przykładało do publikacji. Ilford kiedyś podawał osobne czasy wywoływania - dla powiększalników kondensorowych i z mieszaczami i tak np. HP5 wywoływane w nierozcieńczonym ID11 miało być wywoływane przez:

- 7min dla kondensora
- 10min dla mieszacza

Jak widzicie różnica jest ogromna - wynosi aż 30%

Dlatego jednym z najważniejszych założeń jest to na czym pracujecie lub będziecie pracować w przyszłości. Bo możecie nie dać rady na kondensorowcu z negatywami skalibrowanymi pod powiększalnik z mieszaczem. O różnicach i zakłamanych teoriach nt. tych dwóch różnych źródeł światła - w innym odcinku. Na razie musicie mi zaufać, że żaden nie jest lepszy i jeden nie daje się zastąpić drugim.

Jak wartości podane przez Ansela Adamsa mają się do dzisiejszych materiałów - sprawdzimy doświadczalnie, wykonując kalibracje na obu powiększalnikach, będziemy wtedy mieli gotowe wartości dzięki którym będzie można wykonywać kalibracje tylko za pomocą densytometru. Pierwszą kalibracje trzeba robić na posiadanym sprzęcie i w określenych warunkach - bo nawet rozmiar odbitki wpływa na czas wywołania.

Czy całość jest warta "świeczki"? Trudno chcieć coś od niektórych kombinacji zalecanych przez producentów - APX100 wołana w Rodinalu wg zaleceń Agfy wychodzi praktycznie idealnie, w połowie drogi między powiększalnikiem kondensorowym a mieszaczem. Niestety to rzadki przypadek a szkoda, życie by było prostsze. Czy warto (niestety) okazuje się gdy kontrast w powiększalniku jest na krańcu skali (obojętnie czy dolnej, czy górnej) a odbitka nadal nie wygląda tak jakbyśmy chcieli - czasami brakuje dosłownie pół działki. Im bardziej precyzyjnie będą wywołane (negatywy) tym takich smutnych chwil będzie mniej.

Następny odcinek już "niebawem" czyli powinienem go napisać w ciągu tygodnia. Dla osób poważnie zainteresowanych i chcących krok po kroku podążać za opisem w swojej ciemni - zadanie domowe :)

Rzeczą bezwzględnie konieczną jest moc i czystość światła. Jakkolwiek idiotycznie to zabrzmiało :) Dotyczy wszystkich, nieważne czy to współczesny Durst który wygląda jak nówka, czy 30letni Krokus - jeśli kondensorowy to kondensor na stół, rozebrać i dokładnie umyć soczewki. Nie pomylić która jest która i jakie dystanse są między nimi. Na szkle osadza sie "mgła" która jest fatalna w skutkach - spada siła światła (rośnie czas naświetlania a więc spada kontrast odbitki) oraz powiększalnik staje się "mniej kondensorowy" bo niecna mgła rozprasza światło. Uzytkownicy mieszaczy również muszą tam zajrzeć - czy mieszacz jest w środku biały, powycierać wszystko wilgotna szmatką a jeśli np styropian jest wypalony i pożółkły to bezwględnie go wymienić. Drastycznie wpływa to na kontrast bo żółty kolor obniża kontrast - w końcu "yellow" jest do gradacji <2,5 Sprawdźcie przy okazji czy halogen jest prawidłowy i czy lustro jest czyściutkie - jeśli nie to trzeba wymienić.

Powodzenia :)

sobota, 18 grudnia 2010

Vageeswari 10x12. Poszukiwania zakończone.




Poszukiwania, bo do wiosny trzeba było wybrać wielkoformatowy aparat który musi spełniać szereg warunków, które są praktycznie nie do spełnienia. Aparat który zostanie w moich rękach już na zawsze lub na wiele, wiele lat. Warunki są następujące:

- rozmiar negatywu min. 8x10
- możliwość korzystania z współczesnych kaset 8x10 i z kaset na płyty szklane lub papiery - do technik szlachetnych.
- możliwość korzystania z starych obiektywów (waga!!) i obiektywów szerokokątnych (minimalny wyciąg miecha)
- cena którą dam radę unieść
- waga i gabaryty które umożliwią ciągłe zabieranie go w plener (a ja z tych słabszych jestem :)
- choć minimalna ruchliwość przodu i tyłu żeby można było wpływać na głębię ostrości i korygować perspektywę

No i zawsze wypadał jeden warunek - cena (dzisiejsze Fieldy 8x10 kosztują parę tysięcy dolarów) lub waga (studyjne i tanie-stare Fieldy waża pod 10kg bez obiektywu i statywu)

Można też kupić FKD 18x24 lub jego protoplastę - kamerę podróżną Meyera. Ale te mają sztywny przód, sporą wagę i mało się nadają do szerokich obiektywów. I są trochę toporne...

Jest jeszcze jeden warunek, trochę irracjonalny ale niestety również konieczny. Na dodatek okazuje sie to dopiero po kupnie - aparat musi mi "leżeć". Ta dziwna przypadłość ma proste przełożenie na ilość udanych zdjęć. To dlatego z Pentaxa 67 miałem jedno dobre zdjęcie na 4 filmy a z Rolleiflexa mam 4 dobre na jednym filmie (czasami :). Dlatego też sprzedaję aparaty którymi przez pół roku nie zrobiłem nic godnego uwagi - bo wiem, że już nie zrobię...

I właśnie z w/w powodów, wręcz zawyłem z zachwytu gdy przyszedł długo wyczekiwany Vageeswari 10x12 :-)
Nie uszkodził sie w czasie transportu, nawet matówka się nie zbiła. Jest w tak dobrym stanie, że jedynie drobna kosmetyka zostanie przeprowadzona przyszłą zimą. Już po pięciu minutach wiedziałem, że mi "leży" bez najmniejszych zastrzeżeń :-)



Warunek pierwszy spełnia z zapasem - miało być min. 8x10 a jest 10x12.



Warunek drugi - w oryginale będzie robił 10x12 na papierze lub szkle. Ma oryginalna kasetę w dobrym stanie, jedynie kurtyny trzeba w niej uszczelnić. W przyszłości będę chciał dorobić dwie dodatkowe kasety na wzór oryginalnej. Tymczasem (i większość czasu) będzie używany z tylnią ścianką od Cambo 8x10 - która to idealnie pasuje w miejsce po wyjęciu matówki z oryginalnego tyłu :)
Warunek trzeci: Można na nim postawic obiektyw na którym mi najbardziej zależało - Universal Heliar 30cm. To kultowe szkło ma tylko jedną wadę (no, cena też nie jest atrakcyjna) - waga. Na szczęście przy normalnych odległościach (do ciasnego portretu włącznie) czołówka z obiektywem nie jest wysunięta poza "podstawę" aparatu - więc nie grozi mu złamanie. Z racji tej samej ogniskowej można również używać dużo lżejszego Tessara 30/4,5 który w odróżnieniu od Heliara nie jest soft-focus i ma powłoki. I będzie korzystał z tej samej migawki co Heliar - Compound V. Na szczęście, wbrew temu co podaje producent, Universal-Heliar 30cm kryje 8x10 :)



Ta dwójka bedzie pracować raczej w domu, na plenery jest przeznaczony Symmar 300/500 w migawce Compur Electronic 3. Migawka ta ma czasy od 1/200 do 32sek !! co ogromnie ułatwia mi użytkowanie - bo jak zrobic autoportret przy czasie naswietlania dłuższym niz 1sek? W połączeniu z zewnętrznym samowyzwalaczem (czas regulowany do około 30sek) lub pneumatycznym wężykiem (10 metrów) tworzy duet doskonały.



Obiektywy szerokokątne również sa mile widziane - tył aparatu "wjeżdża" do środka, dzięki czemu na zdjęciu nie mamy fragmentu aparatu :) Stary Angulon 165/6,8 będzie dobrym partnerem...




Cena - kosztował niecale 1700zl z ubezpieczoną wysyłką. To dosłownie ułamek ceny np . Chamonixa 8x10. Ich normalne ceny kształtują się na poziomie 350-500 funtów, ten był tańszy bo jedna noga od statywu jest krótsza (1cm :), ma porysowana matówkę i nieszczelną kasetę. Brakuje również skórzanej rączki do noszenia.



Waga - nawet nie ważyłem. Jest lekki jak piórko, minimalnie cięższy niż Linhof Technika 4x5 :) Oryginalny statyw waży około kilograma...




Gabaryty są wręcz nierealne - grubość po złożeniu to 6cm !!! Przy wyciagu miecha 65cm !



Przód i tył spełniają z zapasem to co jest mi potrzebne. To aparat do portretów i krajobrazu, nie do architektury.



Tak to wygląda od strony optyczno-technicznej :-) Do 7go stycznia jestem extremalnie zajęty i nie dam rady nic nim zrobić :( Trzeba zamontować tył 8x10 i zrobić porządne mocowanie obiektywów z płytką Sinara. Wtedy podziele się wrażeniami i efektami z realnej pracy, ciepły baryt na stykówki już jest kupiony :-)