niedziela, 23 kwietnia 2017

Kolejny opis warsztatów w skansenie Tokarnia







Pod skamieniałą warstwą farby obrazu, pod powierzchnią światłoczułego materiału, w zamkniętym kształcie kamiennej rzeźby i w doskonałych proporcjach gotyckiej katedry jak pod grubą warstwą makijażu ukrywa się wewnętrzne życie dzieł sztuki…

Pewnym paradoksem może wydawać się fakt, że aby odczytać sekretny puls, wewnętrzne napięcia i duchową treść dzieła musimy posłużyć się analizą opartą na znajomości podstawowych elementów graficznych jakimi są linia i punkt, które rozwinięte w bardziej skomplikowane formy tworzą szkielet kompozycji, budowany świadomie lub intuicyjnie przez artystę.
Tym samymi prawami rządzi się również fotografia piktorialna, inspirowana wielowiekową tradycją malarską, już nie tylko aspirująca, ale na trwale zapisana w poczet sztuk plastycznych jako odrębny kierunek artystyczny.

Czy można dopatrzeć się pewnej analogii tak rozumianego ,,wchodzenia w głąb” dzieła sztuki ze sposobem pracy Leonarda da Vinci, który przed wykonaniem szkicu najmniejszej, niepozornej rośliny, nie zadawalając się jedynie ,,zewnętrzną powłoką” z największą uwagą studiował jej anatomiczną budowę?
Zapraszamy Państwa do podróży w ,,głąb obrazu”, do wejścia na drogę od Zewnętrznego do Wewnętrznego, na której naszymi przewodnikami będzie punkt i linia. Te dwa graficzne, niepozorne symbole służące starożytnym do tworzenia zasad ,,świętej geometrii” opisują nasz świat! Jak to możliwe? Mając świadomość swojej niedoskonałości, możemy jedynie próbować, odpowiedzieć na to pytanie podczas spotkania w Tokarni. Dlatego też plan warsztatu poszerzyliśmy o wykład ,,Przesłanie symboli”, który poprowadzi Alina Ostrowska oraz o przygotowaną przez architekta p. Martę Sołtys opowieść ,,O cyrklu i złotym podziale” która zaczyna się tak… ,,Pewnego razu poproszono mnie, bym zrobiła cyrkiel. Jednak nie chodziło o taki do kreślenia kół i okręgów. Miałam zrobić cyrkiel, którym będzie można wyznaczać ,,złoty podział”. Zrobiłam go. Na facebooku pojawiło się mnóstwo ,,lajków” aż zadano mi pytanie: po co taki cyrkiel jest ?…”
Aby móc odbyć podróż w świat symboli otaczającej nas rzeczywistości i szukać złotego podziału nieodzownym wyposażeniem oprócz aparatu będzie praktyczna wiedza o tym, jak architekturę fotografować. Tego typu fotografia stawia przed nami pewne wymagania, a świadome działanie od samego początku – jeszcze przed naciśnięciem migawki zwiększa szanse na to, aby zdjęcie było precyzyjnym obrazem naszej wizji.

Pierwszym krokiem powinno być wybranie odpowiedniego narzędzia (aparatu) i tutaj ponad wszelką wątpliwość jest to kamera wielkoformatowa, dzięki której możemy korygować perspektywę oraz regulować głębię ostrości. Problem konieczności korygowania perspektywy jest szczególnie widoczny wtedy gdy używamy obiektów szerokokątnych oraz przy fotografowaniu wysokich budynków. „Walące” się ściany domów wyglądają nienaturalnie, mocno ,,deformując” nasze przesłanie niejako u podstaw, burząc zamysł tego co chcieliśmy na zdjęciu pokazać.

Kolejna nie do przecenienia zaleta kamery wielkoformatowej to możliwość wyboru głębi ostrości, od minimalnej po maksymalną, od początku kadru aż po linię horyzontu. Jej korygowanie można wykorzystać na wiele sposobów - np. jeżeli interesującą nas płaszczyznę fotografujemy pod pewnym kątem, wystarczy drobny ruch przedniego standardu, aby uzyskać potrzebną głębię ostrości na całym jej obszarze. Przy kamerach o konstrukcji sztywnej jesteśmy zmuszeni przymknąć przysłonę do wartości maksymalnej, co źle wpływa na rozdzielczość obiektywu i na czas naświetlania.

Nie wszyscy są szczęśliwymi posiadaczami kamery wielkoformatowej, oczywistym więc jest, że podczas wykładu, omówimy również sposoby radzenia sobie z tymi problemami przez użytkowników aparatów średnioformatowych, małoobrazkowych i cyfrowych, tak podczas wykonywania zdjęcia jak i później w trakcie jego obróbki w ciemni tradycyjnej lub w photoshopie.

Jeżeli potrafimy precyzyjnie dobrać kadr, jego podział, tonalność, głębię ostrości, zadbamy o precyzyjne obrysy budynków/przedmiotów to powinniśmy mieć świadomość, że fotografując architekturę nasza teoretyczna wiedza musi być uzupełniona o rozwiązania techniczne, które zapobiegną - zniekształceniom, nieprawidłowym proporcjom, niedostateczną lub zbyt dużą głębią ostrości, co znacząco może wpłynąć na osłabienie siły naszego przekazu i nikt nie dostrzeże tego, co chcieliśmy tym zdjęciem powiedzieć…

Dziękujemy wszystkim osobom, które wyraziły chęć uczestniczenia w warsztacie przesyłając swoje zgłoszenia drogą mailową. Z uwagi na ograniczoną ilość pokoi hotelowych w drewnianym domu folwarcznym - ,,ośmioraku” na terenie Tokarni oraz konieczność potwierdzenia ich rezerwacji do 26 kwietnia prosimy osoby zdecydowane na udział w warsztacie o zgłoszenia mailowe na adres biuro@animamundi.com.pl

Po upływie tego terminu nie będziemy mogli zagwarantować Państwu noclegu na terenie skansenu.

Pisząc na adres biuro@animamundi.com.pl uzyskacie Państwo wszelkie niezbędne szczegóły dotyczące warsztatu.


Pozostajemy z wyrazami szacunku,
Alina Ostrowska i Hubert Banaszkiewicz

środa, 19 kwietnia 2017

Warsztat fotograficzny I: Polska architektura drewniana, dodaliśmy opis i program.




Warsztat fotograficzny I: Polska architektura drewniana

Truizmem wydaje się stwierdzenie, że świat wypełniony ,,wrzaskiem informacyjnego rynku”, kakofonią dźwięków, znaków i obrazów, często cechujących się wręcz brutalnym realizmem, powoduje swoistego rodzaju znieczulenie współczesnego człowieka na bodźce. Kolejna warstwa, przed i po sezonowych, jaskrawych reklam pokrywa grubą, nieprzepuszczalną powłoką nie tylko mury domów, ale serca i umysły, oddzielając człowieka od tego co jest istotą jego egzystencji. Oślepiony światłami bilbordów i witryn sklepowych może przeoczyć zarys księżyca i nie dostrzec jego delikatnego blasku tracąc z oczu nie tylko jego obraz, ale powiązaną z nim głęboką sferę znaczeniową.

W tym zubożeniu odbioru, nierozpoznawaniu lub wręcz ośmieszaniu symboliki rzeczy i zjawisk, filozofowie, artyści i coraz szersze grono naukowców zaangażowanych w problemy naszego świata, upatrują przyczynę jego głębokiego przeżywanego obecnie kryzysu.

Kryzys ten nie dotyczy jedynie problemów natury polityczno – ekonomicznej, są one pochodną kryzysu duchowego i od jego rozwiązania może zależeć dalsze istnienie ludzkości. Urzeczywistnienie tej niepokojącej, apokaliptycznej wizji, przed którą ostrzegają znawcy tematu może powstrzymać zakwestionowanie panującej tendencji do wyłącznie realistycznego i pragmatycznego patrzenia na świat. Spojrzenie to, kształtowane od ponad dwustu lat w czasie przyspieszonego rozwoju różnych dziedzin nauki i techniki utrwaliło nieuprawnione poczucie władzy człowieka nad naturą, przyrodą i Ziemią, odbierając mu jednocześnie nie tylko świadomość wzajemnych zależności, ale wspólnych korzeni wszelkiego bytu. Zdobycze cywilizacji, które miały wzbogacić życie odarły je z człowieczeństwa, w zamian oferując wygodę, natomiast próby dotarcia do granic wszechświata, paradoksalnie, pozbawiły człowieka raju, a wraz z nim sensu istnienia.

Ta bolesna strata to niestety nie jedyna, jaką poniósł człowiek. Przez dziesięciolecia posługiwał się wyłącznie językiem nauki, ulegając swego rodzaju amnezji, która stała się przyczyną utraty dostępu do języka poprzednich epok charakteryzującego się wielością symboli o fundamentalnym znaczeniu. Niemożność ich odczytania zubożyła doświadczanie rzeczywistości w jej transcendentnym aspekcie, a zdarzenia i zjawiska wymykające się jednoznacznej definicji i klasyfikacji były niedostępne jego racjonalnemu mózgowi, ani żadnemu z nowoczesnych, czułych urządzeń do rejestracji, które skonstruował.

Drogę powrotu z ,,duchowego wygnania” i remedium na pustkę, ludzie zgłębiający problemy współczesnego świata upatrują w uznaniu podstawowej prawdy o rzeczywistości, mówiącej o tym, że żadna rzecz nie jest jedynie sobą, a jej zewnętrzna powłoka odsyła do czegoś większego, co istnieje poza nią, pozostając z nią w nierozerwalnym związku. Takim widocznym odwołaniem do tej teorii jest symbol stanowiący punkt przecięcia i przenikania obu płaszczyzn - racjonalnej i transcendentnej. Rzeczy i zjawiska objawiają w nim swoją dwubiegunowość, w formie zewnętrznej zawierają wnętrze, w materii to co duchowe, a w zjawisku widzialnym to co niewidzialne. Stanowi on jedność z tym co reprezentuje i w przeciwieństwie do znaku nie da się go ,,wymyśleć” ani wyeliminować. Przypuszcza się, że symbole zostały niejako ,,dane” ludzkości - jakkolwiek to rozumieć, a ich źródeł można szukać w zbiorowym doświadczeniu ludzkości. Tłumaczyłoby to podobieństwo używanych symboli w różnych kulturach świata, również tych, które nigdy nie przenikały się ani nie zetknęły ze sobą.

Symboliczne widzenie świata odsłania wielkość małych, codziennych rzeczy i pozwala w ich istnieniu dojrzeć głębszy sens i jedność z wyższym, duchowym światem. Jednostka, która tak postrzega rzeczywistość, potrafi zajrzeć poza słupy graniczne naszego realnego świata i w każdym najmniejszym bycie, również w swoim istnieniu rozpoznaje symbol wskazujący na coś niepomiernie większego niż jej własna krucha egzystencja, swój kres łącząc z nieskończonością. Tak doświadczana rzeczywistość odsłania dwubiegunową istotę symbolu, która łączy sprzeczności, stając się pośrednikiem między tym co racjonalne, a tym co irracjonalne, między stawaniem się i przemijaniem, światłem i ciemnością, dobrem i złem. Aby tak oglądać świat, zajrzeć w głąb rzeczy i zobaczyć je takimi jakie one są naprawdę, niezbędna jest znajomość języka symboli. Może on stać się ,,kluczem” który, niczym w jaskini Platona, uwolni nas z kajdanów własnych ograniczeń.

Wyzwoleni, wyjdziemy z mroku i ujrzymy prawdziwy świat, którego oświetlona scena była cały czas tuż za naszymi plecami. Czy chcemy, czy starczy nam odwagi żeby się odwrócić?

….. kierując obiektyw naszego aparatu na małą, niepozorną rzecz.

Może będzie to próg starej chałupy wytarty stopami kolejnych pokoleń jego mieszkańców, albo jeżeli uniesiemy głowę wzór promienistego drewnianego słońca umieszczonego w trójkącie szczytu jej dachu. Każdy z tych architektonicznych elementów spełniał ważną rolę konstrukcyjną i zdobniczą, będąc równocześnie istotnym symbolem, świadomie wykorzystywanym przez budowniczych. Bez względu na różnice w sposobie budowania czy wzornictwie, wspólne ludziom różnych kultur jest poczucie, że dom to najważniejsze miejsce na ziemi.
Miejsca tego nie znajdziemy na kartograficznych mapach, póki nie zaistnieje w naszym sercu. Od niego zaczyna się budowa domu nie tylko w jego fizycznym wymiarze również w społecznym i duchowym. Symbolika domu, rozszerzając swój zasięg o kolejne znaczenia: rodzinę, miasto, ojczyznę, aż po granice Wszechświata nazywanego wspólnym domem bogów i ludzi może przypominać układ koncentrycznie rozszerzających się okręgów, w którym serce – dom uczuć, pełni rolę środka.

Liczymy, że niepowtarzalna atmosfera starych domostw skansenu w Tokarni sprzyjać będzie nie tylko zgłębianiu meandrów sztuki fotografii, ale pozwoli Państwu również przywołać najpiękniejsze wspomnienia, a może tęsknoty za czasem dziecięcego poczucia bezpieczeństwa i trwałości.


Plan warsztatu

Piątek - 26 maja, zach. słońca godz. 20:30

• 18:00 - 19:00 przyjazd i zakwaterowanie
• 19:30 - kolacja
• 20:30 - wykład wprowadzający: ,,Piktorializm'', prowadzący - Hubert Banaszkiewicz
Tematyka:
- założenia piktorializmu, przyczyny jego powstania, najważniejsi europejscy i amerykańscy przedstawiciele tego nurtu
- twórczość i filozofia propagatora fotografii artystycznej - Jana Bułhaka
- miejsce piktorializmu w dzisiejszym świecie i nasze możliwości (wewnętrzne i te zewnętrzne)
- w jakim stopniu świat w którym żyjemy, umożliwia nam tworzenie w omawianym nurcie estetycznym
- przedstawienie strony technicznej w stopniu umożliwiającym rozpoczęcie fotografowania – czyli jak zrobić zdjęcie, aby w późniejszym terminie wykonać pozytywy w estetyce piktorialnej

Sobota - 27 maja, wsch. słońca godz. 4:51

• fotografowanie o świcie (dla pasjonatów)
• 8:00 - śniadanie
• 8:45 - wykład: ,, Architektura drewniana" prowadzący - Hubert Banaszkiewicz -
omówienie wybranych aspektów polskiej architektury drewnianej i obiektów znajdujących się na terenie skansenu w Tokarni.
Po wykładzie rozdanie przygotowanych mapek z planem terenu parku i jego podziałem na sektory, które grupują obiekty z różnych subregionów Kielecczyzny: Gór Świętokrzyskich, Wyżyny Krakowsko - Częstochowskiej, Wyżyny Sandomierskiej i Niecki Nidziańskiej.
• 11:00 - czas na fotografowanie - zachęcamy do poszukiwania i próby odszyfrowania symboliki zdobniczych i konstrukcyjnych elementów ,,zapisanych'' przez ludowych mistrzów ciesiółki oraz podobieństw i różnic drewnianych budowli z różnych subregionów
• 13:00 - 14:00 obiad
• 14:00 - wykład na temat budownictwa drewnianego podczas grupowego spaceru po parku z przewodnikiem - etnografem
• 15:00 - fotografowanie
• 18:00 - kolacja
• 19:00 - podsumowanie dnia, pytania
• 20:00 - koncert muzyki wiolonczelowej - wykonawca Piotr Głuszyński
• 21:00 - ognisko

Niedziela - 28 maja, wsch. słońca godz. 4:49

• fotografowanie o świcie
• 8:00 - śniadanie
• 9:00 - fotografowanie
• 11:00 13:00 - wykład – ciemnia pozytywowa
Omówienie możliwości pozytywowej ciemni analogowej – sposoby postępowania, dobór techniki i narzędzi umożliwiających tworzenie zdjęć w estetyce piktorialnej.
• 13:00 - 14:00 obiad
• 14:00 - czas na fotografowanie
• 16:00 - 17:00 - podsumowanie pleneru, pytania

Polecamy książki: prof. dr Jana Sasa Zubrzyckiego, które niedawno doczekały się ponownego wydania.
1. „Polskie Budownictwo Drewniane” - prof. dr Jan Sas Zubrzycki
2. „Cieślictwo Polskie”- prof. dr Jan Sas Zubrzycki
3. ,,Przesłanie symboli w mitach, kulturach i religiach” – Manfred Lurker


Zgłoszenia udziału oraz pytania dotyczące szczegółów warsztatu prosimy kierować mailowo pisząc na adres: biuro@animamundi.com.pl

Pozostajemy z wyrazami szacunku,
Alina Ostrowska i Hubert Banaszkiewicz

niedziela, 19 marca 2017

Fotografia w Duchu Estetyki Piktorialnej - warsztat fotograficzny I: Polska architektura drewniana

UWAGA! NOWY TERMIN!

Zapraszam na warsztaty organizowane przez studentów i nauczycieli SSF Anima Mundi. Jestem jednym z współorganizatorów i prowadzących te warsztaty.




Fotografia w Duchu Estetyki Piktorialnej 
- warsztat fotograficzny I: Polska architektura drewniana

Termin: 26 maja, godz. 18:00 - 29 maja, godz. 18:00

Osiedlenie się i budowa siedziby ludzkiej jest dla społeczności, jak i dla jednostki jedną z najważniejszych decyzji życiowych, która wiąże się z podjęciem decyzji o odpowiedzialności za stworzony przez siebie ,,świat", jego funkcjonowanie i odnawianie. Dla ludzi sprzed rewolucji przemysłowej dom był miejscem uświęconym. Budowa domu była obrzędem, powtórzeniem (na ludzką miarę) aktu stworzenia świata. Rozpoczynano ją uroczyście od położenia kamienia węgielnego posadowionego w narożniku domu, który nie tylko spajał dwie przyległe ściany, ale wiązał cały budynek.
,,Mieszkanie to nie przedmiot, ani maszyna do mieszkania, lecz uniwersum, które człowiek sobie buduje, naśladując wzorcowe dzieło stwórcze bogów, kosmogonię. Wszelkie wyporządzenie, wszelkie uświęcenie nowej siedziby mieszkalnej oznacza w pewnej mierze nowy początek, nowe życie. A każdy początek powtarza prapoczątek, kiedy to wszechświat po raz pierwszy ujrzał światło dzienne.'' – pisze M. Eliade

Może również i z tych powodów piktorialiści chętnie fotografowali architekturę, tak pojedyncze domy, dwory, jak i duże miasta, kościoły, katedry, klasztory. Architektura była wdzięcznym obiektem, a architekci często uważali się za artystów i czynili starania, aby ich dzieła nie ograniczały się jedynie do formy użytkowej. Sami budowniczy również przywiązywali dużą wagę do elementów zdobniczych, które umieszczali na stawianych przez siebie budynkach. Można je spotkać nawet w tak prostych, czysto użytkowych obiektach jak stodoły czy kurniki. Same domostwa, centra życia rodzinnego były „dopieszczane” przez właścicieli już po ich zamieszkaniu.

Wspaniałym rozdziałem w architekturze polskiej jest budownictwo drewniane. Niestety rozdziałem prawie zapomnianym, nieudolnie naśladowanym, ostatecznie wypartym przez rozwiązania bardziej proste, żeby nie napisać toporne natomiast zdecydowanie tańsze w budowie. Już na początku XX wieku ubolewał nad tym prof. dr Jan Sas Zubrzycki, dokumentując i analizując najwybitniejsze elementy polskiego budownictwa drewnianego. Prawdopodobnie ostatnią próbą ratunku zanikającego dziedzictwa jest seria willi Zakopiańskich (w większości projektu Stanisława Witkiewicza) mająca na celu powstrzymanie napływających z zachodu architektonicznych trendów, uważanych przez najwybitniejszych polskich architektów za prostackie. Jak wielki wstrząs musiał przeżyć Witkiewicz podczas pierwszej wizyty w Zakopanem, widząc nowo zbudowane domy w stylu szwajcarskim, skoro zareagował tak ostro, nie pozostawiając żadnych wątpliwości co do swojej o nich opinii: „jak kupa śmieci, przyniesiona wiatrem ze świata”. Witkacy nie mając wykształcenia architektonicznego, podjął ogromny wysiłek zaprojektowania całej serii domów czerpiąc pełnymi garściami z tradycyjnej polskiej sztuki ciesielskiej. Były to projekty kompletne, uwzględniające wszystkie aspekty domostwa, łącznie z meblami i wystrojem wnętrz. Oprócz wyjątkowych rozwiązań konstrukcyjnych, ich cechą szczególną było zdobnictwo, bardzo starannie wykonane w stylu, który od kilkuset lat był obecny w polskiej kulturze. Właśnie ta dbałość o formę oraz detal jest wyjątkowa dla polskiego ciesielstwa i jest obecna nawet w bardzo ubogich domach czy budynkach gospodarczych. Dzięki temu, możemy bez większych problemów znaleźć polską stodołę zaprojektowaną z większą finezją niż niemieckie domy z tego okresu.

Dzisiaj, poza nielicznymi wyjątkami pozostaje nam odkrywać ją na nowo w skansenach. Korzystając z uprzejmości kierownictwa Muzeum Wsi Kieleckiej, możemy zapoznać się z całą serią drewnianych lub drewniano murowanych budynków polskich w ich ogromnej różnorodności - od najprostszych, czysto użytkowych, jak budynki dla zwierząt hodowlanych, warsztaty, wiatraki, poprzez domy najuboższych i najbogatszych chłopów, zagrody, ogromne stodoły, na kościele i dworze kończąc. Wiele z nich ma elementy spotykane tylko w naszej kulturze (lub z naszej się wywodzące) - chociażby słupy, belki, drzwi i wyjątkowe odrzwia.
Jeśli chcemy pokazać piękno sztuki ciesielskiej w estetyce piktorialnej to sam obiekt nie wystarczy, musimy przyjąć pewne założenia estetyczne i poznać warsztat piktorialistów czyli stronę techniczną. Piktorializm w swej pierwotnej formie to oczywiście aparaty wielkoformatowe, wyspecjalizowane obiektywy i materiały światłoczułe o innej barwoczułości niż dzisiaj produkowane. Kamera wielkoformatowa, która posiada możliwość korygowania perspektywy i prawie całkowitej kontroli głębi ostrości jest najdoskonalszym narzędziem do fotografowania obiektów architektonicznych. Również możliwość stosowania wszelkich wielkoformatowych obiektywów, począwszy od najprostszych monokli z początku zeszłego wieku a na współczesnych obiektywach kończąc, jest wartością nie do przecenienia. Naświetlanie zdjęć na osobnych, pojedynczych negatywach, które możemy dokładnie dopasować do zastanych warunków oświetleniowych to kolejna unikalna cecha tych aparatów.
Poznacie państwo również alternatywne możliwości fotografowania w estetyce piktorialnej wykorzystujące całą paletę współczesnego sprzętu fotograficznego - zaczynając od aparatów wielkoformatowych a na aparatach cyfrowych i analogowych kończąc. Nie musimy rezygnować z robienia zdjęć, nie mając sprzętu z początku XX wieku. Aby zrekompensować jego brak zapoznamy Państwa z narzędziami, które pozwolą dopasować nasze możliwości do założeń jakie stawia fotografia piktorialna. Nie ma również przeszkód, aby spróbować robić to tak jak dawniej - o ile wystarczy zapału i środków finansowych.

Równie istotne jak to czym i jak fotografujemy, jest sposób w jaki powstaną zdjęcia w ciemni fotograficznej. Tu również mamy różne możliwości - od właściwego przygotowania powiększalnika, poprzez dobór odpowiedniej techniki (w tym również technik szlachetnych jak guma, bromolej, lith) na cyfrowym negatywie do kopiowania stykowego kończąc. Oczywiście tonowanie będzie naszym nieodłącznym towarzyszem, gdyż piktorializm nie idzie w parze z zimnym, chłodnym obrazem. Tak naprawdę to właśnie w ciemni mamy największe pole do popisu i najwięcej narzędzi, które nam to umożliwiają.

Skansen – Muzeum Wsi Kieleckiej w Tokarni koło Chęcin położony na siedemdziesięciohektarowym wzniesieniu w zakolu rzeki Czarnej Nidy o zróżnicowanym ukształtowaniu terenu, na którym zgromadzone są ocalone, najciekawsze i najcenniejsze zabytki tradycyjnej wiejskiej architektury wydaje nam się idealnym miejscem na warsztat w duchu piktorialnym.

Aby umożliwić Państwu uczestnictwo w spektaklach wschodzącego słońca nad XIX w. strzechami, wysłuchanie porannych ptasich treli oraz poruszanie się bez ograniczeń po terenie skansenu zapraszamy na nocleg w wielorodzinnym drewnianym domu folwarcznym - ,,ośmioraku”, w którym urządzono komfortowo wyposażone pokoje gościnne. Mimo zakwaterowania w niczym nie przypominającego warunków sprzed wieku, atmosfera minionych lat jest nieodłączną częścią pobytu w tym wyjątkowym miejscu.

Kolejne informacje dotyczące warsztatu będą dostępne na FB Anima Mundi Biuro oraz na moim blogu.

Dodatkowe informacje można uzyskać u organizatorów pisząc na adres: biuro@animamundi.com.pl


piątek, 20 lutego 2015

Skalibrowane negatywy - prezent urodzinowy

Prezent dla Was z okazji zbliżających się moich urodzin :-)

Zamieszczam dane skalibrowanych negatywów, od małego obrazka do wielkiego formatu. To moje prywatne kalibracje, prezent jest jednorazowy, proszę nie pytać o inne - chyba, że wygram w Lotto i resztę życia spędzę w ciemni robiąc dobre uczynki. Na dzień dzisiejszy można mi zlecić usługę kalibracji - mogę zbadać każdy materiał w każdym wywoływaczu, w każdym formacie.

D76 by Kodak, Rodinal by Rollei (biała, prostokątna butla)

Mały obrazek 135:

Kodak Tmax400
Mieszacz:
ISO 400, Rodinal R09 1+25, czas 6m00s
Kondensor:
ISO 400, Rodinal R09 1+25, czas 5m40s

Ilford HP5+
Mieszacz:
ISO 250, Rodinal R09 1+25, czas 7m50s
ISO 250, D76 1+1, czas 11m20s
Kondensor:
ISO 200, Rodinal R09 1+25, czas 6m50s
ISO 250, D76 1+1, czas 9m30s
==================

Średni format 120:

Kodak Tmax400
Mieszacz:
ISO 320, Rodinal R09 1+25, czas 5m45s
Kondensor:
ISO 320, Rodinal R09 1+25, czas 5m10s

Ilford HP5+
Mieszacz:
ISO 250, Rodinal R09 1+25, czas 8m00s
ISO 250, D76 1+1, czas 12m45s
Kondensor:
ISO 200, Rodinal R09 1+25, czas 6m45s
ISO 250, D76 1+1, czas 11m15s

Kodak Trix400
Mieszacz:
ISO 250, Rodinal R09 1+25, czas 6m50s
Kondensor:
ISO 250, Rodinal R09 1+25, czas 6m10s
=================

Procedura wywoływania powyższych filmów jest następująca:

Wstępne zwilżanie wodą 3minuty, mieszanie ciągłe do pierwszych 20sek, potem trzy obroty co 20sek.
Wywoływanie - mieszanie ciągłe do pierwszych 30sek, potem 7-8 obrotów na początek każdej minuty.
Przerywanie wodą - 1minuta, wlać i zrobić 10 obrotów.
Utrwalanie 3minuty , mieszanie ciągłe do pierwszych 20sek, potem trzy obroty co 15sek. Utrwalacz szybki i mocny - np. Tetenal Superfix w stężeniu 1+4

Płukanie - wlać wodę, obrócić 10 razy, zostawić na dwie minuty. Wylać i czynność powtórzyć jeszcze trzy razy.

=================

Średni format dla wielokasetowców :-)
Czyli jak ktoś ma np. Hassela czy Bronice z trzema kasetami. Podaję dane Ilforda FP4 dla N-2, N i N+2

Ilford FP4+

Mieszacz:
N-2
ISO 50, Rodinal R09 1+50, 5m30s

N
ISO 64, Rodinal R09 1+50, 8m30s

N+2
ISO 80, Rodinal R09 1+25, czas 9m00s

Kondensor:
N-2
ISO 40, Rodinal R09 1+50, 4m30s

N
ISO 50, Rodinal R09 1+50, 6m45s

N+2
ISO 80, Rodinal R09 1+25, czas 7m35s

Procedura wywoływania taka sama jak powyżej z jedną (bardzo istotną!) zmianą - mieszanie podczas wywoływania jest ciągłe do 30tej sekundy i później trzy obroty co 15 sekund. I przerywacz zamiast wody. Uwaga!!! N+2 jest w stężeniu 1+25!




Jutro-pojutrze dopiszę jakiś wielkoformatowy film.

piątek, 21 listopada 2014

Papiery i wywoływacze - porównanie tonacji.

Zacząłem robić kolejną rzecz do której przymierzałem się od dłuższego czasu - serię odbitek z jednego negatywu na różnych papierach i w różnych wywoływaczach. Marzy mi się wielka tablica w ciemni na której wszystkie będą wisieć z opisem ułatwiającym identyfikacje. Miało to być robione w formie stykówek 8x10 (z tego negatywu) ale później doszedłem do wniosku, że negatyw może się szybko zniszczyć przy tak dużej ilości kopii a poza tym za mało jest tam elementów ciemnych - czerni i głębokich cieni. Dlatego wybór padł na powiększenie 19x19cm z negatywu 6x6cm zrobionego Rolleicordem Vb. Są na nim głębokie cienie, czerń, jasne światła i dużo szarości.


Odbitka nie chciała iść "na raz" i wymaga doświetlania dwóch obszarów (na tym samym kontraście)


Starałem się uzyskać jak największe podobieństwo w cieniach i światłach na wszystkich papierach i wywoływaczach. Szarości mogą wypadać różnie bo papiery różnią się krzywą charakterystyczną. Wzornikiem jest powyższa odbitka zrobiona na Ilford MGD IV i wywołana w Ilford Multigrade w stężeniu 1+9, czas wywołania 2min.
Na pierwszy raz użyłem następujących papierów:
Ilford MGD IV błysk
Ilford MGD Warm błysk i mat
Ilford 300 ART
Foma Chamois
Foma Warmtone błysk i mat

Wywoływacz Ilford Multigrade a później Fomatol PW

Poniżej próbka Ilford Warm błysk


Ilford Warm błysk i mat

Ilford 300 ART

Foma Chamois

Foma Warmtone błysk i mat

Teraz wywoływacz Fomatol PW nierozcieńczony. Wywoływacz ten daje znacznie cieplejszy odcień niż normalne i ciepłotonowe wywoływacze Ilforda, Adoxa i Rolleia, dodatkowo ciepłość można zwiększać poprzez zwiększanie rozcieńczenia ale trzeba się liczyć z znacznym spadkiem gęstości czerni i z bardzo mocnym ociepleniem obrazu. Wywoływacz pracuje powoli (rozcieńczony bardzo powoli) i mocno spada czułość papieru.
Papiery Ilforda w tym wywoływaczu wychodzą...w ogóle nie wychodzą :-/ spadek kontrastu jest "niezmierzalny" a tonacja durnowata...kombinacja bezużyteczna.

Ilfordy w Fomatol PW stock

Dla porównania - Ilford w Fomatol PW i w Ilford Multigrade. Zwiększanie czasu naświetlenia nie pomaga, robi się jedynie coraz szarzej.

Za to Fomy wychodzą prześlicznie :-)

Wszystkie papiery (po dwa egzemplarze każdej kombinacji) ułożone do suszenia.

Gdy odbitki trafią do suszenia na szyby to zrobię porządne reprodukcje i zamieszczę jako "jako takie" zdigitalizowane porównanie. To jedynie namiastka bezpośredniego porównania i poczucia faktury danego papieru. Do kolejnych prób dojdą papiery Adox MCC, Adox Variotone, nowe Ilfordy normalne i zimny, parę już nieprodukowanych papierów jako ciekawostka. Dojdzie wywoływacz LPD, lith i tonery. Projekt będzie trwał dopóki będę się zajmował fotografią i będą powstawały nowe papiery :-)

środa, 12 listopada 2014

ADOX CHS 100 II - w końcu u mnie.

Długo czekałem, dużo oczekiwałem i w końcu...nie posmakowałem :-/ Gdy pojawił się w sprzedaży ja już nie miałem obiektywów do 4x5 a cena szitek 8x10 była mało atrakcyjna bo mogłem kupować HP5 i FP4 za mniejsze pieniądze... Dostałem zlecenie skalibrowania tego materiału i zapewne skuszę się na jakieś zdjęcie. Obficie podzielę się odczuciami :-)

Może będzie to materiał do Rolleia gdy skończy się FP4? :-)

niedziela, 9 listopada 2014

Rolleiflex / Rolleicord z adapterem na błony cięte.

Dzisiaj ciekawostka - adapter na błony cięte do aparatu średnioformatowego - coś co łączy zalety średniego i wielkiego formatu. Lub wady :-) Sądząc po cenach tych adapterów można wywnioskować, że dla większości ludzi jest to nieatrakcyjne i wcale się temu nie dziwię - bo dwuobiektywowy Rolleiflex jest dla mnie chyba najdoskonalszym aparatem w ogóle. Śmiało mogę powiedzieć, że gdybym musiał dokonać wyboru jednego aparatu na resztę życia to byłby to właśnie któryś Rolleiflex lub Rolleicord Vb. Są to aparaty lekkie, cichutkie, idealnie nadające się do fotografowania z ręki (brak średnioformatowego lustra strząsającego liście z drzew) z malutkimi filtrami, ciekawymi akcesoriami i cudowną optyką. Ale...o tym innym razem :-)
Dzisiaj o samym adapterze. Kasety na pojedyncze szitki 6,5x9 cm na których Rollei maluje kwadratowy obraz. Kompletny zestaw to tylna ścianka, wkładka z matówką i trzy kasety, pasuje do większości Rollei, cena do 100eur za stan idealny. Kasety są uniwersalne - można je ładować również...płytami szklanymi :-)

Całość jest malutka i leciutka, w torbie jest Rolleicord Vb z matówką, 10 kaset, filtr żółty, osłona p/s, wężyk spustowy i światłomierz (tym razem ten wielki bo zazwyczaj używam Gossen Digisix który jest wielkości pudełka zapałek)


Zestawy często są sprzedawane bez matówki i ta nie jest konieczna przy normalnym fotografowaniu - przydaje się dopiero przy fotografowaniu z nasadkami macro bo całkowicie eliminuje paralaksę - na niej widać dokładnie to co będzie naświetlone na negatywie. Przy całej reszcie w zupełności wystarcza mi górna matówka aparatu której obraz jest korygowany kurtynami, to działa bardzo dobrze. Korzystanie z dodatkowej matówki strasznie wydłuża czas potrzebny na ustawienie kadru i wyostrzenie - trzeba ją wsadzić, osłonić, ustawić czas B i otworzyć migawke, ustawić ostrość, wyjąć, zamknąć migawkę i ustawić żądaną ekspozycję, wsadzić kasetę i...gotowe :-) bez statywu nie da rady a i pomylić się jest łatwo jeśli ktoś nie jest przyzwyczajony do wielkoformatowego rytuału otwierania matówki na czas kadrowania/ostrzenia.


Mi wystarcza górna i ta dodatkowa prawdopodobnie "wyleci" z torby.


To co mnie najbardziej urzekło to możliwość wykorzystania wszystkiego co oferuje BTZS - czyli naświetlenia i wywołania każdej szitki tak jak sobie scena i moja wizja zażyczyły. Mogę wywołać od razu po naświetleniu - nie muszę czekać aż się skończy cały film, mogę idealnie dopasować ekspozycję i wywołanie dla każdej sceny włącznie z korekcją naświetlania i wywołania dla scen naświetlanych 1s lub więcej - czyli tych które się załapały na efekt Schwarzschilda. Dodatkowo szitki są idealnie płaskie i mają dużo wolnego miejsca na chwytanie co wpływa na ostrość negatywu, odbitki i jego trwałość jeśli będzie wielokrotnie kopiowany powiększalnikiem. To coś innego niż np. Hasselblad z trzema kasetami - jedna do scen normalnych, druga do płaskich, trzecia do kontrastowych - bo gabaryty i waga znacznie mniejsze a korygowanie Schwarzschilda znacznie lepsze.

Kasety i rurki do wywoływania (6,5x9cm wywołuje się w tubkach do 4x5cala) - jak widzicie czas wywoływania jest od czterech do czternastu minut - nigdy nie uda się tak dopasować jednego filmu 120 do tak różnych scen (choć i na to są sposoby ale efekty nigdy tak dobre a i pracy pod powiększalnikiem jest dużo, dużo więcej)


Rozładowane kasety


Wywołane szitki


Szitki wręcz powalają ostrością i tonalnością. Obiektywy Rolleia przymknięte do f/11 i precyzyjne rozplanowanie głębi ostrości daje niewiarygodne efekty - z doświadczenia wiem, że powiększenia 1x1m a nawet 1,5x1,5m będą przepiękne. Tu negatywem jest FP4 a wywoływaczen HC110 - bardzo ciekawa para.


Szitka podczas ładowania



Dla mnie to najważniejsze "odkrycie" ostatnich lat - i tak naprawdę jedyny minus w porównianiu do kamery wielkoformatowej to brak możliwości korygowania perspektywy (jeden obiektyw pomijam bo u mnie i tak prawie zawsze kończy się na standardowej ogniskowej). Ale korekcję mogę zrobić już w ciemni, pod powiększalnikiem. A może to nieistotne...najwspanialsze jest to, że całość jest malutka, leciutka i gotowa w każdej chwili do błyskawicznego strzalu (w porównaniu do LF). I można robić "z ręki".

Szybkie próbki i plener


Zachęcam do spróbowania :-)