Nie, lampa nie może być boska. Źródła światła prowadzącego ku oświeceniu należy szukać gdzieś indziej... Ale Mira MLC-S V3 FOTO-10 zdaje się być czymś...czymś z góry...
Moja styczność z tą lampą zaczyna się parę lat temu, nie pamiętam już czy minęło sześć czy dziewięć lat. Jakiś człowiek postanowił zrobić porządną lampę ciemniową i dopytywał o rożne zagadnienia na forum KOREX. Byłem wtedy aktywnym użytkownikiem tego forum i tak się poznaliśmy. Konstruktorem i producentem tej lampy jest Artur Romankiewicz, właściciel firmy Mira. Lampa powstawała długo, była modernizowana, były różne problemy z jej dostępnością a ja sam nie odczuwałem potrzeby sprawdzenia jej osobiście - w końcu moją ciemnię w tamtych latach oświetlały dwa potężne, dwukierunkowe Ilfordy 902. Gdy przestałem pracować w ciemni zawodowo i jej wyposażenie zostało mocno zredukowane (min. tylko jedna lampa została), mój wzrok się pogorszył a na sam koniec ciemnia została przeniesiona do dużo wyższego pomieszczenia, zacząłem mieć problemy których się nie spodziewałem. Problemy z ostrością, z dostosowaniem do ciemności i szybsze zmęczenie wzroku stały się dokuczliwe. Przypomniałem sobie o Arturze i po paru dniach dostałem "lampę stanowiskową Mira MLC-S V3 FOTO-10".

Mira MLC-S V3 FOTO-10 bez uchwytu do zamocowania. Uchwyt jest wysoko na słupie.
Długo się zastanawiałem jak napisać ten...test? recenzję? opis?
Jakie naukowe procedury wykorzystać?
Jak napisać żeby nie spłycić jej działania? Żeby nie zostać posądzonym o udział w dochodach ze sprzedaży?
Żeby nie było smutno jak w instrukcji obsługi... Albo słodko jak w reklamie nowych polaroidów...
Napiszę po swojemu, tak jak używam, tak jak mi praktyka podpowiada i jak mnie teoria chroni przed błędami w założeniach. Tak jakbym chciał ją przedstawić komuś kto poważnie podchodzi do swojej pracy w ciemni i chce z niej wydobyć tyle ile tylko może.
Przegadałem z Arturem setki godzin w temacie oświetlenia ciemni. Finalnie nie zgadzam się z nim w dwóch sprawach. Po pierwsze i najważniejsze...nazwa. Ona nie może się nazywać "Lampa stanowiskowa Mira MLC-S V3 FOTO-10". No nie może... Żądam zmiany i mam propozycję. Wycinamy 80%, dostawiamy jedną-dwie litery i jest... Mitra. Mithra.
Druga sprawa to procedury testowe. Artur i inne osoby testujące "męczą" test kodaka i świecą w biedne papiery z 1,2m robiąc analizy. Po co? To ciemnia czy solarium? Te testy są do starych papierów i lamp ciemnych jak noc w jaskini, znam te filtry kodakowskie. Tej lampy (zresztą Ilforda 902 również) nie ma sensu w ten sposób testować bo te lampy nie są do tego. Przy takiej mocy i tak dużym rozproszeniu światła, te lampy mają oświetlać całe pomieszczenie a nie świecić słabiutko wąskim strumieniem w kuwety. Można to porównać do...procedury testowej pierwszych traktorów. Ile setek kilogramów pociągnie pod górę o nachyleniu 10%. I nagle do tej procedury dajemy dzisiejszy ciągnik który pociągnie 40 ton.
Nie twierdzę że testu nie trzeba robić, wręcz przeciwnie - ale nie takiego. Test praktyczny na bezpieczne oświetlenie ciemni.
Moja ciemnia ma około 16-18mkw i 3m wysokości, jest to kwadrat. jedną ścianę zajmuje ciąg mokrych stołów, na przeciwnej ścianie stoją powiększalniki. Lampy są przy trzeciej ścianie, mniej więcej równo oddalone od kuwet i powiększalników, wiszą około 70cm od białego sufitu, rozpraszając światło równomiernie oświetlają całą pracownie.
Poniżej Ilford 902 w pracy
Jest to wspaniała i potężna lampa, dwukierunkowa z filtrami 20x25cm (dół) i 24x30cm (góra). W środku zwykła przeźroczysta żarówka 20W. Filtry 902, pomarańczowe są bardzo precyzyjnie dobrane do papierów multigrade Ilforda, w praktyce okazuje się, że wiele innych papierów też może być przy tym świetle obrabianych. To dzięki takim lampom mogłem przez wiele lat pracować w ciemni dzień w dzień, całymi miesiącami. Byłem z nich tak zadowolony że nie myślałem żeby je kiedykolwiek czymś zastąpić...dlatego na swoją Mirę czekałem parę lat.
Test który uważam za odpowiedni przebiega następująco:
- wykonuję wszystkie czynności które występują przy normalnym robieniu powiększeń: wyjmuję papier z pudełka, wsadzam do maskownicy, naświetlam, idę z nim do kuwet, wywołuję.
- po drodze do kuwet podchodzę do stołu stojącego pod lampami i tam kładę próbki na dodatkowy czas - 1, 2, 4 i 8 minut.
- próbka nie jest czystą nie naświetloną kartką ponieważ taki test jest mylący. Próbkę trzeba naświetlić do jasnej szarości i tylko to oceniać - papier który został już częściowo naświetlony ma zwiększone uczulenie na światło. Taką próbkę kładzie się pod lampę i część niej przykrywa np. monetą, ja użyłem podkładek M14. Moje próbki wyglądają tak:
To wzornik, bez dodatkowego naświetlania pod lampą. Połowa to czysta biel, jest przysłonięta kartonem w trakcie naświetlania.
Poniżej próbki z dodatkowym naświetleniem pod lampą Ilford
Jak widać, już pierwsza minuta zostawia delikatny ślad od dodatkowego naświetlania pod lampą. Co ciekawe, biel nie wykazuje żadnych zmian nawet przy ośmiu minutach...czyli możesz robić odbitki i nie wiedzieć że dzieje się coś złego - ponieważ marginesy będą bielutkie... Reszta zadymi się równomiernie bez twojej wiedzy. Skutkuje to spadkiem kontrastu w jasnych partiach obrazu, np. chmury na niebie...i nie dowiesz się o tym, będziesz przekonany, że tak wyszło bo taki jest negatyw. Dopiero zrobienie powiększenia bez zadymienia pokaże prawdziwe oblicze negatywu.
Co nam mówi powyższy test? Czy to znaczy, że lampa Ilforda jest za mocna albo coś z nią nie tak i że musimy skrócić proces o minutę? Nie. To znaczy że do naszego procesu robienia odbitek możemy bezpiecznie dołożyć niecałą minutę która w normalnych warunkach nie występuje. Czyli papier jest bezpieczny a siła lampy i jej miejsce jest dobrane prawidłowo. A jeśli dojdzie do naświetlania papieru z gęstego negatywu przez 100 sekund? albo 200? Nadal jest bezpiecznie - powiększalnik jest oddalony od lampy i jest tam dużo ciemniej, tam bezpieczny czas dla papieru sięga 10 minut. Poza tym, w moim przypadku, lampa ciemniowa jest wyłączana w trakcie naświetlania odbitki, zegar ma taką funkcję i gorąco polecam takie rozwiązanie. Jeśli nie macie takiego zegara to można poprosić jakiegoś elektryka żeby zbudował takie urządzenie na zwykłym styczniku albo przekaźniku. W przypadku tych obu lamp jest to wręcz konieczne gdy istnieje potrzeba doświetlania-maskowania z gęstego negatywu, lampy są tak mocne, że niewiele widać na maskownicy w trakcie naświetlania.
Teraz czas na Mirę. Lampa jest ustawiona na pełną moc.
Wynik jest podobny do Ilforda. W Mirze mamy dziesięciostopniową regulację maksymalnej siły światła. Pod pokrywką jest przełącznik dziesięciopozycyjny i każdy stopień redukuje siłę światła o 50% czyli 1/2EV
Siła maksymalna to pozycja 9. Do kolejnego testu zmniejszyłem siłę światła na pozycję 7.
Na zdjęciu nie widać ale próbka 1m ma jeszcze minimalne zadymienie, zmniejszam siłę światła na pozycję 6.
Próbka 1m jest całkowicie czysta, 2m ma niewielkie zadymienie. Jest to wynik dający pełne bezpieczeństwo z nadwyżką.
Lampa Ilforda nie ma regulacji siły światła. Trzeba zmieniać jej położenie lub zastosować słabszą żarówkę.
Papier użyty do testu to błyszczący baryt Ilford Classic, wywoływany przez dwie minuty w Ilford Multigrade 1+9. Prawdopodobnie jest to najczulszy papier na rynku.
Teraz sytuacja wygląda następująco:
- obie lampy dają bezpieczne światło dla całej pracowni,
- Mira ma jeszcze większy zapas bezpieczeństwa niż Ilford
Czas na porównanie oświetlenia ciemni...
Powtórzę to jeszcze raz. Ilford jest bardzo dobrą i mocną lampą. Najlepszą jakie dotychczas widziałem lub używałem. Zdjęcia nie oddają tego dokładnie bo telefon nie mógł bardziej naświetlić zdjęcia, w rzeczywistości w ciemni jest jaśniej. Natomiast różnice między lampami oddane są dość wiernie, zdjęcia były robione z takimi samymi parametrami - blokada ekspozycji. Poniżej w następującej kolejności: Ilford, Mira na 6 i Mira na 9:



W ciemni oświetlonej Mirą jest niewyobrażalnie jasno...to daleko wykracza poza moje najśmielsze oczekiwania. Jak mi się wyrwało podczas rozmowy z kolegą - przez ostatnie 150 lat w ciemni była tylko jedna nowość zmieniająca jej rzeczywistość na plus w tak ogromnym stopniu - lampa Mira. Później zacząłem się zastanawiać czy coś jeszcze takiego było...prawdopodobnie programowalny zegar pracujący w jednostkach f/stop, to faktycznie jest urządzenie znakomicie ułatwiające pracę. Kiedyś dorzuciłbym papiery o zmiennym kontraście (i może faktycznie powinny być na tej liście) ale im dłużej pracuję na starych i bardzo starych negatywach tym mniej jestem pewien czy ewolucja papierów i negatywów poszła w dobrą stronę.Zastanawiałem się również czy na początku napisać "Tekst zawiera lokowanie produktu" i dopisać "Tak, wreszcie, w końcu coś się pojawiło i to ciężkiego kalibru". Wypadłem z nowości w wielu dziedzinach, nie jest mi po drodze z dzisiejszym "postępem" lub odkrywaniem koła na nowo i nazywaniem tego rewolucją. Inne istotne nowości z ciemniowej przestrzeni jakie dotarły do mnie w tym roku to to że Dektol jest czarny i pływają w nim jakieś kropki mimo filtrowania, Trix 120 i 4x5 poszły z ceną o 100% w górę (w ciągu trzech lat) a przerywacz Tetenala zamienia się w gluty rodem z filmów s-f. O lampach diodowych też słyszałem i miałem okazję pracować, regulowane, zwykłe, z pilotami, wielokolorowe...zaświetlały papier przy takim samym natężeniu jak zwykłe lampy i nic nie wnosiły.
Ktoś dociekliwy mógłby zapytać czym Mira różni się od innych diodowych lamp? Przede wszystkim zastosowanymi diodami i sposobem działania. Użyte w niej diody są bardzo starannie dobrane pod kątem długości fali świetlnej i rozpraszania światła, poźniej poddane są dodatkowej selekcji mającej na celu wybranie egzemplarzy najdokładniej spełniających wymagane kryteria i wedle mojej wiedzy są to bardzo drogie diody. Samo działanie i regulacja siły światła jest jest realizowana przez długość ich świecenia pomiędzy stałymi przerwami. Jak podaje ulotka:
"Modulacja bardzo krótko świecącymi impulsami o stałej szerokości od 9 μs do 480 μs, z zachowaniem stałej przerwy 648 μs"
Czyli lampa na pełnej mocy świeci mniej niż połowę czasu który oko ludzkie odbiera jako świecenie ciągłe a na mocy minimalnej jest to tylko 1/70 czasu który my "widzimy" jako lampę zapaloną na stałe. Przerwy między impulsami są tak krótkie, że nie ma mowy o żadnym "miganiu" lampy. Papier nie ma bezwładności tak jak oko, jeśli dostaje światło przez połowę tego co my odbieramy jako ciągłość, to naświetli się tylko przez połowę tego czasu.
Po więcej szczegółów technicznych odsyłam do pdf: Lampy ciemniowe Mira
Sama lampa jest zbudowana jest bardzo porządnie, obudowa to nie plastik tylko frezowane i szczotkowane profile aluminiowe.
Włącznik główny na lewym boku lampy
Na prawym boku mamy potencjometr do regulacji siły światła i przełącznik...barwy.
Tak, lampa jest dwubarwna. Nie dzięki zmianie filtra czy dwukolorowym diodom. Za barwę czerwoną odpowiada osobny zestaw diód, tak naprawdę są to dwie lampy w jednej obudowie, korzystające z wspólnego zasilacza.
Potencjometrem regulujemy siłę światła płynnie - do wartości maksymalnej ustalonej przez przełącznik schowany w obudowie. Szybko znalazłem zastosowanie - gdy wywołuję powiększenia w lithcie gdzie czas wywoływania dochodzi do parunastu minut, przez większość procesu mam stłumione światło do minumum i dopiero gdy cienie już się wyraźnie wywołają, zwiększam siłę światła na maksimum i obserwuję najjaśniejsze partie obrazu aby przerwać wywoływanie w odpowiednim momencie. I tutaj brak mi słów zachwytu na ile ta lampa ułatwia proces wywoływania w wywoływaczu lithowym... Od pierwszej próby mam serie powiększeń z tak samo, identycznie wywołanymi najjaśniejszymi partiami obrazu. Komfort pracy i powtarzalność tego procesu są na nieosiągalnym wcześniej poziomie. Jestem zachwycony. To właśnie takie różnice w działaniu zasługują na miano rewolucji a nie znaczącej poprawy.
Musiałem również zmienić nawyki...miałem opory przed otwieraniem pudełka z papierem. Mózg mi sugerował, że jest zbyt jasno. Gdy uporałem się z tym to powstało nowe zagrożenie - dwukrotnie złapałem się na tym że chciałem otworzyć pudełko przy włączonym normalnym świetle. Przyzwyczaiłem się do jasności... To chyba jedyny "minus" tego wspaniałego urządzenia.
Lampa nie jest tania, na dzień dzisiejszy kosztuje niecałe 800zł ale jest warta tych pieniędzy. Jest warta znacznie więcej i jej koszt w relacji do tego co oferuje nazwałbym śmiesznym. Jak sobie przypomnę ile czasu zajęło jej opracowanie i jak wielkie zaangażowanie ma jej konstruktor i wykonawca to myślę, że powinniśmy być mu wdzięczni. Bo lampy Artura powstają dodatkowo przy jego zawodowej działalności, Artur się na tych lampach nie dorobi jak sądzę i fakt, że jednak je stworzył w okresie w którym sam nie może sobie pozwolić na zajmowanie się fotografią zasługuje na wielkie uznanie. A sam koszt wypadałoby dzielić na dwa ponieważ są to dwie lampy w jednej obudowie - pomarańczowa i czerwona.
Powinienem się "hamować" z zachwytami ponieważ...za parę tygodni mam dostać do testów lampę dedykowaną do oświetlania całego pomieszczenia i z tego co zapowiada Artur wnioskuję, że będę musiał powtarzać swoje zachwyty... Może będę musiał pisać dużymi literami :-) Lampa ma mieć dodatkowo białe światło, ogromny rozpraszacz i z racji mocowania na suficie - sterowanie pilotem. Zastanawiałem się co jeszcze może być lepiej - pomijając funkcje i dodatkową barwę światła. Bo że może być jaśniej to trudno jest mi sobie wyobrazić a ponoć jest znacznie jaśniej...
Na koniec, raz jeszcze. Jest mi ogromnie miło i jestem bardzo wdzięczny że taka lampa powstała i że mam ją w swojej ciemni. Tak strasznie rzadko trafia mi się spotkać coś nowego, coś co tak wiele dobrego wprowadza w jakąś przestrzeń. To że doczekam się takiej nowości w upadającej ciemni fotograficznej - jest zupełnym zaskoczeniem. Nie takiego kalibru...
Jeśli macie jakieś pytania to proszę zadawać je w komentarzach. Bardziej skomplikowane przekażę Arturowi i zamieszczę wyczerpującą odpowiedź.